Mam skoliozę (M41.8), stopy końsko - szpotawe (Q66.0) oraz... chęć do życia. Oznaczenia biorą się z kryteriów diagnostycznych ICD-11. Pod tymi sygnaturami kryje się człowiek - istota, która czuje, ma swoje podstawowe potrzeby życiowe (fizjologia, chęć odpoczynku, odczuwanie głodu, sytości), które są niezbędne do przetrwania. Dalej - te surowe, twarde symbole, po prostu wyklikane na komputerze i wydrukowane w dokumentacji medycznej, tworzą obraz cech tej osoby. I co?
Ukończenie szkoły podstawowej, dobrego liceum, ukończenie studiów magisterskich i dwóch pełnych "podyplomówek", kończenie kolejnej, certyfikat językowy. Uzyskanie prawa jazdy i kupno własnego samochodu. Pracowałem przez osiem lat we fundacji, która pomagała przy dofinansowaniach z PFRON, prowadziłem też szkolenia z języka niemieckiego oraz szkolenia komputerowe. Osiem lat istotnego doświadczenia, nabycie nowych umiejętności. Czas pracy we fundacji minął wraz z końcem listopada 2025 roku. Nagle sterta dokumentów aplikacyjnych grubości solidnej encyklopedii powszechnej, klikanie w klawiaturę na portalach do poszukiwania pracy. Aaa, i jeszcze wydane około 15 tysięcy złotych na wspomnianą wcześniej edukację, czyli zdobycie wykształcenia wyższego. Mnie trudno złamać i nawet nie chcę się nad sobą użalać, nie w tym rzecz! Walczyć będę, ponieważ jestem zmotywowany i mam o kogo - o siebie!
Historia zatoczyła koło, znów jestem bez pracy, ale usilnie jej poszukuję, jestem gotów na nowe wyzwania. Niemniej dopóki będzie trwało mentalne skamienienie, sztywne trzymanie się ram wyobrażania sobie niepełnosprawności przez społeczeństwo, to wtedy nic się nie zmieni. "Przecież on / ona nie da rady!", "Zrobi sobie lub komuś krzywdę!", "Co on może wiedzieć, przecież jeździ na wózku / jest niewidomy?". A pedagogika specjalna swoje szablony podaje. Szkoda, że osoby piastujące określone stanowiska nie uwzględniają, może trochę zapominają, o roli pedagogiki specjalnej. Co zatem osoba z niepełnosprawnością ma robić po skończeniu szkoły średniej czy wyższej?! Kim jest jako pedagog, psycholog?... Postawa decydentów wobec osób z niepełnosprawnościami jest niekiedy zaprzeczeniem wartości, jakimi kieruje się wspomniana nauka.
W świetle kamer, wśród milionów widzów, pięknie się mówi o walce z wykluczeniem społecznym, zawodowym. O otwartym rynku pracy, o równych szansach. A prawda jest inna! Nie chcę generalizować, na pewno są wśród nas osoby z orzeczeniami, które bez problemu znalazły pracę i wykonują satysfakcjonujące zajęcia. Na pewno są też tacy, którzy mogą jednym zdaniem storpedować moją wypowiedź. Tak, liczę się z tym. Jednakże jest to jedno z wielu moich doświadczeń życiowych. Tak naprawdę rzadko kiedy jest praca dla osób z niepełnosprawnościami, która dotyczyłaby wyższych stanowisk - dyrektorów, prezesów, menedżerów. Dlaczego? A no dlatego, że często takie osoby nie są odbierane jako atrakcyjne wizualnie, nie będą "twarzą marki", nie będą reprezentatywne. Swoim wyglądem nie będą zachęcały, czy tworzyły sieci kontaktów w firmie handlowej, ubezpieczeniowej. Niepełnosprawność jest niechciana, jest nieatrakcyjna. Mentalność wielu ludzi też jest schorowana, "zakatarzona" i nie czuje tego, że osoba z niepełnosprawnością też może mieć mózg Einsteina (w przenośni oczywiście), też może być analitykiem danych, też może być świetnym psychologiem, adwokatem. Czy na czterech kołach, czy na dwóch nogach - nie ma to znaczenia!
I co dalej?! Rynek pracy... jest. Ale czy rynek ludzi się zmieni... pytanie retoryczne. A może nie. 🤔😉
Ciąg dalszy [na pewno] nastąpi.